Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 4 września 2017

6 eliminacja Pucharu Śląska i Opolszczyzny - Winów


Już wkrótce organizujemy dla was imprezę o charakterze Cross Country. Będzie to szósta eliminacja cyklu Pucharu Śląska i Opolszczyzny!
Wszystkich, którzy chcieliby zasmakować rywalizacji, zapraszamy 17 września 2017 na poligon WINÓW.

Przybywajcie zdobywać punkty do całorocznej klasyfikacji!

Regulamin i dalsze informacje wkrótce!

środa, 30 sierpnia 2017

SHERCO SE-R 125 mały dwusów z rozrusznikiem


Już od kilku miesięcy elektryzowała nas informacja o powstaniu nowego modelu Sherco w klasie 125 2T.
Ten debiut jest o tyle ciekawy, że to pierwsza setka w gamie motocykli enduro tej firmy. Kiedy tylko nadarzyła się okazja do przetestowania nowego dziecka Sherco skorzystaliśmy z niej bez wahania.
Tu należą się podziękowania Rafałowi Luberdzie, importerowi Sherco Polska za wielkie zaufanie i powierzenie w nasze ręce nowiutkiego SE-R 125
Po wstępnych oględzinach i drobnych regulacjach zawieszenia ruszyliśmy na tor extrem który jest własnością Rafała i który służy do treningów super enduro. 

     


                  

Motocykl robi wrażenie bardzo lekkiego i mimo zastosowania elektrycznego rozrusznika i akumulatora, nie ma się wrażenia, że setka jest cięższa od konkurencji. Bardzo ładnie zapala i już na zimnym silniku bez gazowania trzyma wolne obroty. Silnik nie dławi się i nie trzeba używać ssania w oczekiwaniu na odpowiednią temperaturę pracy. Pierwsze wrażenie jest takie, że motocykl jest słaby? Brak wybuchowej charakterystyki silnika nie przypomina klasycznej sety 2T, jednak po chwili dociera do mnie myśl że tak ma być. To naprawdę bardzo przełomowa ale i odważna konstrukcja silnika.
Większość testujących może być lekko zawiedzionych tą pozornie uśpioną naturą Sherco. Jednak bardziej doświadczeni docenią liniowość i brak wybuchowości silnika. To nie znaczy że niebieskim nie da się jechać naprawdę dynamicznie. Zawodnik o odpowiednich umiejętnościach będzie wyciskał z nowego Sherco całą jego zawartość a liniowość mocy pomoże w utrzymywaniu idealnego toru jazdy.
Smaku dodaje zmienna mapa zapłonu i tym razem tak jak w większych modelach 2T Sherco postawiło na sterowaniu elektrycznym zaworu wydechowego. Działanie sterownika jest uzależnione od tego jaki tryb włączymy. Mówiąc najprościej przy mapie łagodnej zawór otwiera się z pewnym opóźnieniem co daje efekt mniejszej dynamiki ale jednocześnie motocykl jest łatwiejszy w prowadzeniu po śliskim i trudnym terenie. Ostra mapa powoduje dynamiczniejsze działanie zaworu a to przekłada się na agresywniejszy charakter motocykla. Nie oznacza to jednak że motocykl zmienia swoje oblicze, nadal jest przyjemny i bardzo precyzyjny w oddawaniu mocy. Geometria ramy i zawieszenia są idealnie dobrane co powoduje super sterowność zarówno na prostych i w zakrętach. Bardzo spodobał mi się patent regulacji przedniego zawieszenia, wszystkie funkcje dostępne są od góry. Nie trzeba się kłaść pod motor aby doregulować przód. odbicie jest w jednej ladze a dobicie w drugiej, dodatkowo bez użycia narzędzia doregulujemy od góry stopień napięcia sprężyny to naprawdę przydatne w czasie zawodów. Hamulce Brembo działają bez zarzutu i mają bardzo sportowy charakter.
Cały motocykl jest zbudowany z myślą o sporcie ale mam wrażenie że będzie również świetną ofertą dla mniej wprawionych hobbystów. Trzeba tylko zmienić podejście i nie pchać się koniecznie w bardzo mocne motocykle klasy 300 cm. Ten nadmiar mocy naprawdę przeszkadza a nowe Sherco 125 da słabszemu fizycznie zawodnikowi dużo większe pole do popisu i prezentacji swoich jeździeckich umiejętności.
Na koniec to co kole w oczy to trochę licho wykonane elementy plastikowe, ale to niestety choroba większości współczesnych endurówek. Przyzwyczajenia wymaga dosyć duży skok dźwigni zmiany biegów, chociaż ten mały mankament można zminimalizować odpowiednim ustawieniem dźwigni zmiany biegów. Ogólne wrażenie jest takie że chciałbym jeździć nowym Sherco od rana do nocy bo w trakcie krótkiego testu dowiedziałem się przede wszystkim tego że silniki 2T mają ciągle wielki potencjał i konstruktorzy mogą nas jeszcze nie raz zaskoczyć, bo Sherco zaskakuje i to bardzo pozytywnie.

PATKA - moje wrażenia:
Oprócz początkowego przerażenia, że ta "malutka smerfetka" jest nowa, pachnąca i świecąca a my mamy na niej pojeździć to było super extra ekscytująco :D !!! 
Początkowo obawiałam się wysokości w siedzeniu bo jak dojechaliśmy na miejsce okazało się że siedzenie mam powyżej pępka :P ale Maciek obniżył księżniczkę na tyle że mogłam spokojnie przetestować tego niebieskiego zwierza SE-R 125
!
Siadając na Sherco czułam się jakbym siedziała na swoim motocyklu, wszystko idealnie mi pasowało i nie trzeba było się przyzwyczajać! Jazdę testową odbyłam głównie na torze extrem i mimo stresu, żeby nie uszkodzić w końcu nie mojego moto, to pokonywałam wszystkie przeszkody bardzo lekko i bez zmęczenia. Trochę szkoda że nie było gdzie sprawdzić możliwości nowego Sherco w warunkach MX, ale czuję że na łące czy na torze mx SE-R 125 dopiero pokazał by swoje sportowe oblicze.
To co mnie zaskoczyło to idealna moc, tak mi się przynajmniej wydaje że idealna :P . Zmienna mapa zapłonu jest genialnym pomysłem na trudne warunki i tak jak w większych pojemnościach czuć różnicę pomiędzy mapą łagodną a ostrą, więc nie jest to bajer reklamowy. Coś co mnie ogromnie cieszy to rozrusznik! wiem ,wiem setę można odpalać ręką więc po co rozrusznik? a no po to że jak jesteś gdzieś w górach i nie masz jak wejść na moto, a tym bardziej sięgnąć kickstartera to dotykasz guziczka i już jedziesz dalej haha :D .
Ja oczywiście za dużo nie opiszę technicznych rzeczy ale to co mi się bardzo podoba to niebieskie felgi :D , końcówka wydechu, jego kolory i ogólnie jest mały zgrabny i jakiś taki inny niż wszystkie, można powiedzieć że sam się prowadzi ;) Tak więc idę grać w totka :P :D bo cena zwala z nóg!



środa, 9 sierpnia 2017

Byle do przodu czyli NIEMIECKA eliminacja Mistrzostw Europy 2017

European Enduro Championship Burg 5-6.08.2017.

Plan był taki, że atakujemy pierwszą dziesiątkę. W zamian dostałyśmy porządną lekcję ciężkiego Niemieckiego enduro. 
Przed zawodami w Niemczech trenowałam za mało, bo moja noga musiała odpocząć po zawodach w Estonii i jadąc do Niemiec miałam sporo obaw czy podołam, tym bardziej że Niemieckie zawody mają raczej opinie dość siermiężnych i trudnych do ukończenia. Co prawda tutejsze okolice to raczej tereny nizinne, ale jak się okazało gospodarze zadbali o podniesienie stopnia trudności trasy na sobie znane sposoby. Przede wszystkim długi dystans i ciasne limity czasowe zrobiły swoje. Pierwszego dnia już po dwóch pętlach miałam spóźnienie sięgające limitu całego dnia, więc wycofałam się z trzeciego koła bo szanse na nie przekroczenie dopuszczalnego spóźnienia były bliskie zeru. Padający deszcz i zmęczenie zniechęcały do dalszej jazdy i nie nastrajały do kontynuacji w Niedzielę. Zmęczona, pobijana i zrezygnowana poszłam spać, licząc na to że Niedziela przyniesie nowy zastrzyk energii. Jak się okazało nie tylko ja miałam problem z ukończeniem pierwszego dnia ścigania, łącznie nie sklasyfikowano ponad połowę stawki klasy kobiet a wszystkie dziewczyny które ukończyły złapały spóźnienia. Decyzja sędziowska o skróceniu drugiego dnia do dwóch okrążeń była zbawienna. Dodatkowo skrócono nam kawałek dojazdówki, szkoda tylko że sposób jej oznakowania był do tego stopnia słaby, że większość zawodniczek go nie zauważyła i pojechała starym śladem. Dopiero w drugim okrążeniu organizator postawił funkcyjnych którzy kierowali umordowane zawodniczki na właściwą ścieżkę. Próby pozornie łatwe w połączeniu z forsującą dojazdówką wymagały dużej siły i koncentracji. Najbardziej podobała mi się crossowa poprowadzona po ściernisku, połączonym z wyrobiskiem piasku. Tym razem piach okazał się miłym przerywnikiem dla   monotonnej nie kończącej się dojazdówki. Może nie taka monotonnej, bo przerywnikiem były zwalone drzewa, których pokonanie przypominało w moim wykonaniu ucieczkę przed inwazją kosmitów. Szkoda, że organizator tworząc te zapory na trasie nie przewidział, że mniej przejmujący się zasadami zawodnicy będą je po prostu omijać, ja do takich nie należałam i czułam się jak frajer kiedy przeciągałam mojego fredka przez zwalone barykady z drzew, a moje rywalki wyprzedzały mnie bokami. Tak bo były to prawdziwe barykady a nie grube pniaki takie jak za zwyczaj spotyka się na trasach rajdów. Muszę przyznać że były to jedne z cięższych zawodów jakie jechałam ale nie technicznie, tylko fizycznie, nie ustająca walka z  czasem i długi dystans dały popalić chyba wszystkim. Wielu zawodników się wycofało, wielu nie ukończyło z powodu awarii motocykli a kilku niestety zabrała karetka. Mam wrażenie, że Niemieckie pojmowanie zawodów różni się nie co od południowych organizatorów ,takich jak Włochy czy Hiszpania. Niemcy stawiają na przetrwanie a raczej na wyniszczenie zawodników, bo finezji i przyjemności z jazdy to przez te dwa dni nie odczułam. No cóż to w końcu Mistrzostwa Europy gdzie nie ma żartów. Cieszę się, że dojechałam drugiego dnia do mety na czternastym miejscu a spóźnienie zniwelowałam do sześciu minut. Pierwsza dziesiątka musi jeszcze poczekać ale sam fakt uczestnictwa w tej rangi zawodach jest już dla mnie wielką przygodą i zaszczytem.


My wariatki :D 
Aga , Patka , Asia

piątek, 14 lipca 2017

Enduro Dziewczyny z Polski w gronie najlepszych zawodniczek z Europy!

Nie realne stało się faktem! 
Trzy Polskie zawodniczki Patrycja Komko, Agnieszka Smolińska i Asia Modrzewska wspólnie z PZM podjęły wyzwanie jakim był start w Mistrzostwach Europy Enduro. Jeszcze rok temu mało kto wierzył, że nasze dziewczyny są w stanie jeździc  na poziomie zawodniczek z Europy. 
Udany debiut miał miejsce 8 i 9 lipca w Paikuse w Estonii. Pozornie łatwa eliminacja okazała się dośc zaskakująca i trudna.
Większośc trasy rajdu przebiegała po piachach i torfowiskach okolicznych lasów i wydm. Łącznie zawodnicy mieli do pokonania 180 km dziennie. Klasa Kobiet nie miała taryfy ulgowej i dziewczyny również pokonywały trasę trzykrotnie każdego dnia w tych samych limitach czasowych co klasy męskie. Polki wyposażone w nowe stroje w barwach narodowych stanęły w sobotę na linii startu, wraz z szesnastoma innymi dziewczynami reprezentującymi różne kraje europejskie. Przygotowanie sportowe i determinacja wzięły górę nad tremą i nie pewnością czy nasze bohaterki poradzą sobie z trudami zawodów. Największe obawy związane były ze  zmieszczeniem się w ciasnych limitach czasowych.
I tak w sobotę do mety sklasyfikowane dotarły Patrycja i Aga. Mniej szczęścia, miała Asia której motocykl zaplątał się pechowo w wystające z ziemi druty. Wyplątanie motocykla, trwało zbyt długo aby kontynuowac jazdę. Asia mimo sobotniego pech nie poddała się i w Niedzielę stanęła na starcie drugiego dnia zawodów. Szczególną trudnośc, sprawiało pokonywanie prób enduro i drugiej crossowej. Przebiegały one w większości, po piachu a utrzymanie dobrego tępa było dużym wyzwanie. Przewrotki zdarzały się bardzo często a o kontuzje w takich warunkach bardzo łatwo.

U Patrycji efektem przewrotek było skręcenie nogi. Na szczęscie,  Patka dojechała do mety zawodów a drobna niedyspozycja nie przeszkodziło jej w uzyskaniu dobrych czasów na  na próbach. Mimo że  piach nie jest jej żywiołem, to  debiut zakończony na trzynastym miejscu należy uznac za bardzo udany.
Wielkim sukcesem dla Patki jest przede wszystkim brak spóźnień w ciągu obydwu dni zawodów.
Agnieszka która zakończyła zmagania na 15 i 14 miejscu, również poradziła sobie swietnie. Mimo kilku minutowego spóźnienia udało się jej w dobrym stylu ukończy oba dni zawodów. Myślę że jeśli Agnieszka  uspokoi nieco swoje emocje w czasie trwania wyścigu, to ma szanse na jeszcze lepsze wyniki.
Asia z kolei to stara wyga z rajdów długodystansowych. W jej stylu jazdy widac duże doświadczenie właśnie z tego typu zawodów. Równe tępo na dojazdówkach to jej duży atut. Do poprawienia u Asi jest natomiast, podkręcanie dynamiki i tępa na próbach szybkości terenowych. Trzeba przyznac, że wynik Asi czyli 16 miejsce w Niedzielę jest dobrym prognostykiem na przyszłośc. Zadania nie ułatwiała jej długa przerwa w ściganiu, spowodowana poważną kontuzją. Na szczęście Asia wróciła do zdrowia i teraz wszystko zależy od jej determinacji i godzin spędzonych na motocyklu.
Dziewczyny jako TEAM muszą wykazac się umiejętnością współpracy i trzeba przyznać że mimo odmienności charakterów są na dobrej drodze do stworzenia mocnej drużyny.
Mimo małego doświadczenia nasze zawodniczki na pewno mają szanse na awans do pierwszej dziesiątki Mistrzostw Europy. Okazją do tego będą najbliższe zawody w Niemczech. Docelowym planem dziewczyn jest start w drużynowych Mistrzostwach Europy, które odbędą się w październiku na Słowacji. Tam jako TEAM połączą siły i będą miały największe szanse na pokazanie swoich umiejętności. Już teraz można powiedzie, że pomysł startów w Mistrzostwach Europy był strzałem w dziesiątkę. Na pewno uczestnictwo naszej trójki w tak wysokiej rangi zawodów, wpłynie bardzo motywująco, na resztę bardzo utalentowanych zawodniczek z Polski i już wkrótce starty Polek w zawodach międzynarodowych będą przyjemną codziennością. 


Moje wrażenia: 
PATKA 
Cieszę się, że nasz start wzbudził ogólne zainteresowanie wśród ekip off roadowej europy: rzucałyśmy się w oczy dzięki naszym pięknym narodowym strojom. Ta transparentności nie szła jednak w parze z naszymi wynikami. Gdyby tak było to satysfakcja była by stu procentowa ;) Ale z drugiej strony może jestem zbyt surowa w tej ocenie, bo przecież to Mistrzostwa Europy a nie jakieś zawody lokalne. W sumie to samo ich ukończenie dla debiutantek to już nie lada wyczyn, a my w końcu nie byłyśmy ostatnie :)
MEE w Estonii były naprawdę trudnym debiutem! Jak jakiś piaszczysty koszmar... brrr ... na samą myśl o tym piachu przechodzą mnie ciarki! Przechodząc próby w Czwartek nie sądziłyśmy, że z naszego weekendowego ścigania zrobi się walka o przetrwanie! Piątkowe zapisy i odbiór techniczny przeszłyśmy bardzo szybko i bez problemów, więc pozostało czekanie do rana na start! W Sobotę dostałyśmy czasy startu, przebrałyśmy się i o swoim czasie pomaszerowałyśmy po motocykle. Start naprawdę widowiskowy bo z rampy! Odpalenie motocykla o swoim czasie i jazda na nieznaną nam trasę. Do pokonania miałyśmy 3 kółka, jedno miało 63 km i trzy próby czasowe: cross, enduro, cross. Pierwsza próba na płaskiej łące, prosta zakręt, prosta zakręt, zakręt, zakręt ale nie było tak źle :D . Druga próba enduro to był koszmar na 80%, piach, las torfowy z korzeniami, piach, zakręty w piachu i piach - tego nie dało się jechac normalnie! Zaliczyłam tyle upadków, że aż trudno zliczyc ale uff przejechałam. Ostatnia próba cross to już był koszmar na 100%! piach, zakręty w piachu, piach, piach i piach brrrr.... jak myślałam, że mam to przejechac jeszcze dwa razy to odchodziły mi wszystkie siły!! Na ostatniej próbie na trzecim kółku kibic stojący obok trasy jak widział moją jazdę to łapał się za głowę a ja wtedy myślałam co za wstyd! ale co mam zrobic jak inaczej nie umiem! Dzięki jakiejś nadludzkiej determinacji ukończyłam obydwa dni zawodów i jestem niezmiernie szczęśliwa. Jadąc na te zawody wiedziałam że będzie ciężko i nie oczekiwałam jakiegoś mega wyniku. Ale jak to mówią apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chciałoby się powalczyc o wyższe pozycje, ale żeby to było realne nasz poziom jazdy musi jeszcze wzrosnąc, więc jutro wracam do trenowania. Jak to mówią do odważnych świat należy!  
Wielkie podziękowania należą się PZM i konkretnym ludziom którzy praktycznie urzeczywistnili nasz start. W szczególności dziękujemy Pani Aleksandrze Knyszewskiej, która wierzyła w nas od początku projektu. Mam nadzieje, że ta wiara pomoże nam w dalszej realizacji naszych startów w Mistrzostwach Europy.
Ps. może w Niemczech nie będę już musiała się modlic o boczne kółka w moim moto :D