Google Website Translator Gadget

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Mistrzostwa i Puchar Czech endurosprint Vysoká Pec 25.-26.6.2016

Kolejna eliminacja Czeskiego enduro za nami. Tym razem musieliśmy wybrać się aż pod granicę z Niemcami do miejscowości Vysoká Pec. Okolica przepiękna mimo przemysłowego charakteru piękny górzysty krajobraz. Zawody w Vysokiej miały charakter enduro sprintu i polegały na wielokrotnym pokonywaniu dwóch prób enduro i cross zlokalizowanych na terenie enklawy składowiska odpadów fabrycznych. 
To bardzo ciekawy pomysł wykorzystania terenów niezdatnych do innych celów (budowlanych czy rekreacyjnych). 
Próba enduro bardzo pokręcona, część na łąkach i w dzikim lesie, druga część to krótsze i dłuższe zjazdy, i podjazdy połączone ciasnymi nawrotami z ciekawymi odcinkami gdzie można było też pofruwać! Próba cross to po prostu profesjonalny, pełnowymiarowy tor MX. 
Jeśli chodzi o próbę enduro to Czesi nas nie zaskoczyli, bardzo fajnie ułożona, wymagała dużej koncentracji i sporych umiejętności technicznych aby przejechać ją w dobrym czasie. Próba MX to z kolei duża nowość w Czeskich zawodach bo zazwyczaj zlokalizowana na łąkach, polanach tutaj przebiegała po prawdziwym torze MX. Trochę nas to zaskoczyło i jednocześnie przeraziło. Na co dzień nie mamy styczności z takimi torami, jazda tutaj wymagała umiejętności dobierania odpowiedniej prędkości przy najazdach na przeszkody bo można było albo przesadzić albo nie dolecieć. Zazwyczaj górę brał rozsądek i przed bardziej skomplikowanymi skokami lepiej było wytracić prędkość i przejechać hopę na mniejszym gazie. To co na początku wydawało się straszne czyli wymiary toru po kilku przejazdach stało się nową podjarką i teraz już wiem, że tor MX też może być super wyzwaniem.
Ogólnie zawody bardzo udane, w Sobotę okrutny upał odbierał siły, na szczęście z powodu załamania pogody organizator odwołał ostatnie okrążenie. W Niedzielę po całonocnych obfitych opadach deszczu, trasa przekształciła się nie do poznania. Pierwsze okrążenie szczególnie próba enduro była prawie nie przejezdna! Bardzo wielu zawodników w tym ja, po pierwszym okrążeniu wycofało się. Na szczęście dla tych którzy zacisnęli zęby i pojechali dalej, trasa z okrążenia na okrążenie robiła się co raz suchsza. 
Jak zwykle uwiodła nas super rodzinna atmosfera w padoku zawodów a biwak na łące przypominał nam prawdziwe wakacje!
Jeśli chodzi o mój start to w Sobotę zająłem jedenaste miejsce na dwunastu startujących w klasie E1 Pucharu Czech. Wynik może nie powalający z nóg ale mam świadomość że stawka zawodników w Pucharze Czech jest bardzo wysoka a moje czasy z próby MX były dość słabe. 
W Niedzielę lawina błota na tyle skutecznie odebrała mi siły że postanowiłem spędzić ten dzień typowo rekreacyjnie w charakterze kibica. Chyba wymiękam!!!

Patka:
Szok! szok! po prostu szok! zawodnicy z Mistrzostw Czech ze względu na to że mają start w następnej turze biegają po trasie, dopingują swoich słabszych kolegów i koleżanki z Pucharu Czech, jak trzeba to pomagają dobrym słowem lub siłą mięśni, wiążą zerwane taśmy i ogólnie są zainteresowani rywalizacją słabszych od siebie zawodników i to jest bardzo bardzo miłe z ich strony.
Pierwszy dzień to wielki stres! ręce mi zbetonowało chyba już na sam widok toru MX. Kurcze nigdy w życiu nie widziałam takiego toru (chyba że w TV na eurosport) a tu nie dość że sam widok dusi mnie w gardle to jeszcze ja i moje Ej Dżej Pi mają się po nim ścigać! a jak tu się ścigać jak nigdy w życiu nie latałam w powietrzu wyżej nić na 2 metry! Najbardziej przerażały mnie dwu zęby przy zeskokach i na podjazdach! Albo je skakać na pełnym gazie albo wyhamować do zera i się zsuwać. A wiadomo, że rywalki trenowały na tym torze i znają już dobrze jego uroki. Na szczęście pierwszy przejazd po torze nie mierzony i jak zwykle okazało się że to co straszne na oko nie zawsze takie samo w realu! Jakoś mi poszło i nawet się nie połamałam!! z kółka na kółko czułam się co raz swobodniej a skoki na podjazdach zaliczałam co raz dalsze. Ale żeby nie było tak różowo to organizator wyjechał trasą MX trochę po za tor i włączył w nią diabelski podjazd z innej bajki: wąski, kamienisty zakończony ogromną dziurą do której się albo wpadało albo wąską ścieżką przedzierało obok niej! No i oczywiście na pierwszej próbie wpadłam do dziury :D , oczywiście chłopacy z Mistrzostw krzyczeli do prawa do prawa ale nie skumałam i pojechałam do lewa :D ale na kolejnych kółkach już wiedziałam że mam do prawa.
Drugiego dnia po opadach deszczu podjazd ten wyłączono z trasy bo nawet najlepsi zawodnicy mieli z nim problem (a kto go przetaśmował? ha ha chłopacy z Mistrzostw :) )
Po pierwszym dniu było takie urwanie chmury że od godz. 15 nie dało się wyjść z pod namiotu (jak przegram fotki od Dominiki to wrzucę ulewę). Biedne hobbiki pojechały do domu bo organizator musiał odwołać ich bieg! I co ciekawe nikt nie protestował. Organizator nie był pewny czy w Niedzielę wyjedziemy na trasę zawodów dlatego Maciek zaproponował wycieczkę do ZOO do Pragi. Od tego momentu jakoś przestało mi się chcieć jechać w Niedzielę. Cały wieczór aż do 5 rano lało i lało więc cieszyłam się że jedziemy do ZOO :) . Niestety rano wyszło słonko i trzeba było wskoczyć w ciuszki motorowe! co oczywiście uwielbiam ale nie na takiej ślizgawicy!! bo jeszcze słabo mi to wychodzi!!
Ze względu na to że na obu próbach lała się woda ciurkiem to obie próby przy pierwszym przejeździe nie były mierzone. Jakoś przebrnęłam przez błotną próbę enduro dopingowana przez kolegów z Mistrzostw, którzy pokazywali dobre ścieżki, miałam też wsparcie w Maćku i Dominice, którzy już czekali na najtrudniejszym błotnym podjeździe, ale przyznam że chciałam po tym próbnym kółku zrezygnować z dalszej jazdy!  Próba MX wyglądała jak extremalny spływ kajakowy i popłynęłam haha. Okazało się znowu, że nie było tak źle i na śliskim AJP robi super robotę za mnie. Z kółka na kółko trasa przysychała i było coraz łatwiej. Wszystkie dziewczyny dojechały w komplecie do mety. 
W obu dniach udało mi się wywalczyć drugie miejsce i utrzymać drugą pozycję w klasyfikacji całorocznej.

Niestety do ZOO nie pojechaliśmy bo już było zbyt późno :/









niedziela, 19 czerwca 2016

Frydlancka przygoda Enduro - BESKYDSKÝ POHÁR 2016


Po raz czwarty wystartowaliśmy w jednych z najciekawszych zawodów enduro w Czechach. Frydlant przywitał nas tradycyjnie piękną pogodą, nie za zimno nie za ciepło i na szczęście bez deszczu. Trasa zawodów o PUCHAR BESKIDÓW jest i bez deszczu wystarczająco wymagająca. Ponad czterdziesto kilometrową pętle  trzeba było pokonać trzy krotnie a łącznie było do pokonania sześć prób szybkości terenowej. Organizator na przejechanie całych zawodów wyznaczył limit sześciu godzin. Tak więc czekało nas sześć godzin prawdziwego enduro. Takich rajdów w Polsce już niema, stwierdzam to z wielkim smutkiem ale takie są fakty. O prawdziwej jakości tych zawodów niech świadczy frekwencja , ponad dwustu startujących robi wrażenie. Mimo sprzyjającej pogody wielu z zawodników nie dojechało do mety. W porównaniu do ubiegłych lat zmieniono konfiguracje trasy, jednak najciekawsze odcinki pozostały.
Próba enduro nie zmiennie długa i bardzo wymagająca technicznie i fizycznie. Po raz pierwszy udało mi się ją przejechać płynnie i w dobrym tempie. Próba crossowa tym razem została zlokalizowana na innej łące i była wytyczona z większym rozmachem. Super się jechało szerokie zakręty wytyczone na trawersach. Łatwo było przestrzelić zakręty po szybkich zjazdach, opóźnianie hamowania do ostatniej chwili nie zawsze kończyło się płynnym wyjściem z zakrętu. Dojazdówka bardzo ciekawa, trudne odcinki z kamienistymi podjazdami przeplatane były łatwiejszymi odcinkami na których można było trochę odpocząć. Masa zjazdów po korzeniach i kamieniach mocno obciążała ręce. W trasę dojazdową wpisane były trzy punkty pomiaru czasu i jeden punkt kontroli przejazdu, czyli prawdziwe klasyczne zawody enduro! Nasze nastawienie było średnie , ostatnia kontuzja Patki i brak czasu na trening nie stawiały nas w roli faworytów, więc głównym celem było ukończenie zawodów bez nie potrzebnych przygód i bez spóźnień na PKC. Już same zapisy okazały się wyzwaniem. Prawie cztery godz. w kolejce i gryzące komary były przedsmakiem sobotniej walki na trasie rajdu. Noc przespana w busie przy niskiej temperaturze też dała się we znaki. Rano przywitało na bezchmurne niebo i odorek tojtojów obok których zaparkowaliśmy. Wywieszone czasy, szybkie przygotowania i Patka wystartowała pierwsza z naszej ekipy. Drugi poleciał Bartek Jończyk który się później spotykał z Patką na pekacach. Na koniec w klasie Weteran 40- 50 startował Przemek Popławski i po minucie ja. Fajnie było wymienić doświadczenia z Przemkiem na PKC gdzie mieliśmy zawsze parę minut zapasu. Przeregulowanie zawieszeń po pierwszym kółku w naszych motocyklach okazało się strzałem w dziesiątkę. Mimo że Przemkowi szło świetnie i jego czasy z prób lokowały go w czołówce klasy Weteran nie udało mu się ukończyć rajdu z powodu awarii motocykla. Tak to bywa w enduro, że o wyniku decydują nie tylko dyspozycja zawodnika ale również szczęście albo pech. Dobry start zaliczył Bartek Jończyk, który zajął piąte miejsce na czterdziestu startujących w klasie hobby open. Start w klasie hobby był podyktowany niską ceną czeskiej licencji, jak się okazało klasa ta poziomem zawodników wcale nie odbiegała od Pucharu Czech. Ja jestem średnio zadowolony z mojego wyniku, po raz kolejny zdałem sobie sprawę że brak systematyczności w treningu owocuje nierówną jazdą na zawodach. Dwie próby enduro poszły mi prawie wzorcowo , również pierwszą próbę crossową  mogę zaliczyć do bardzo udanych. Niestety na pierwszej próbie enduro popełniony błąd kosztował mnie trzy minutową stratę czasową co pogrzebało moje szanse na dobry wynik. Również dodatkowe dwie minuty kary które dostałem za nie zatrzymanie się na stopie na dojazdówce mi nie pomogły. Finalnie zająłem dziewiąte miejsce na siedemnastu startujących w klasie hobby Weteran 40-50.
To co dla mnie najważniejsze zostawiłem na koniec. Chodzi oczywiście o start Patki Wariatki, która niezmiennie  zaskakuje! Nie dawno jej starty stały pod znakiem zapytania z powodu kolejnej kontuzji a tu Czeski rajd i mocne rywalki, które znają tutejsze trasy od podszewki. Bałem się o Patkę, bo trasa była na prawdę wymagająca co stawiało pod znakiem zapytania w ogóle jej ukończenie. A tu co? Nie dość że Patrycja ukończyła śpiewająco, to jeszcze wygrała! Tak tak, po raz pierwszy wygrała zawody we Frydlancie. Myślę że o jej przygodach na trasie najlepiej napisze ona sama. Ja jestem prze szczęśliwy, że Patka po czterech latach startów w tych trudnych zawodach dopięła swego i udowodniła że jest jedną z najlepszych zawodniczek enduro nie tylko w Polsce!!!
Wielkie podziękowania należą się naszej ekipie wspomagającej w postaci FLAYA i Przemka juniora którzy nas dopingowali, robili fotki i jak trzeba było wyciągali z opresji.


PATKA - moje wrażenia: 
Frydlant nad Ostravicą to brzmi groźnie :D na samą myśl, że tam jedziemy dostawałam gęsiej skórki brrr... uwielbiam te zawody ale wiem, że są dla mnie jeszcze ciut za trudne żeby równym tempem i bez głupich błędów je przejechać.
Uwielbiam górskie enduro, uwielbiam Czeskie enduro ale zawsze zawsze i od zawsze mnie to stresuje, co prawda tylko w Piątek się stresuję bo w dniu startu to już jakoś nie.
Zapisy jak to zwykle u nas trwały długo i do późnej nocy albo i ranka :D haha. Przyjechaliśmy 6-osobową ekipą i najlepsze jest to że tylko ja czytałam regulamin :D i jeszcze źle przeczytałam o numerach startowych dla klasy hobby :D hihi, no kurcze mam problem z Czeskim! Pewna siebie kazałam chłopakom wykleić białe numery na czarnym tle, hi hi ale pech chciał że odwróciłam wszystko bo miały być czarne cyfry na białym tle!! Na szczęście dogadaliśmy się z organizatorem że tak może być ufff  :) haha. No ale do rzeczy, czyli start!
Ja z całej ekipy startowałam pierwsza, do pokonania 3 kółka. No dobra mój czas i jadę, na początek szutrówka, a później już typowe Czeskie elementy: wąska ścieżka miedzy drzewami, wielkie kamienie, cegłówki, korzenie i oczywiście już zaczęło betonować mi  ręce i już nie mam siły!! jejku jeszcze nawet 5 km nie zrobiłam a już czuje że się wyczerpałam! Na szczęście bez większych problemów dojechałam do pierwszej próby cross. Próba czadowa ale nie potrafiłam jej dobrze pojechać, zjazd zakręt, podjazd zakręt a wszystko to na świeżo skoszonej łące! Ślisko jak cholera! ale szczęśliwie i bez gleby dojechałam do końca. Szybkie zerknięcie na czas przejazdu i lecę dalej.
Dalej to już góry góry :) extra czadowo, na początku błoto i ślisko, potem korzenie, wąskie ścieżki z przepaścią po bokach i tu oczywiście kurcze jak to ja musiałam się wywalić :/ , stwierdziłam że poprawię sobie gogle bo coś źle mi leżą więc prawa ręka jedzie gazem a lewa poprawia gogle aż tu nagle drzewo zwalone, tzn drzewko i pełno gałęzi! chyba zaczęłam jakoś panikować i przód mi odjechał i spadł ze ścieżki! ja poleciałam do błota, rolgaz cały w błocie, koło w dole echhh aż tu nagle podjeżdża zawodnik zatrzymuje się i pędzi z pomocą, uff jak dobrze bo znając mnie to jakbym zaczęła szarpać się z motorem to pewnie spadłabym w przepaść!!! uff dobry rajder!!! no więc pojechałam dalej z całą prawą stroną uwaloną jak świnka a tu tak na dobicie kamienisty podjazd który nie wiem ile miał łącznie ale był mega dłłłłłłuuuuuuuuuggggggggiiiiii!! i tak cisnę pod górę omijam innych rajdersów a tu nagle stop! wszyscy stoją i nie ma gdzie jechać! myślę sobie kurde kurde to już koniec zaraz skończę całe zawody właśnie tutaj, już zaczynam sapać ze stresu, zaczynam się dusić w kasku!! myślę sobie: przestań, głupia jesteś, uspokój się!! i tak pogadałam ze sobą i od razu oddech się uspokoił. Trochę stresowało mnie to że stoję w takim miejscu że nie ruszę dalej, a sędziów brak!!! Fuck!!! przybiegli jacyś młodzi chłopcy i najpierw wciągnęli jedną z moich rywalek, później panów na 80ccm! Ja męczyłam się sama i tak raz gleba na lewą a raz na prawą stronę! rety !! nie miałam siły żeby kolejny raz podnieść moto!! w końcu jakiś inny kibic krzykną: tu je holka! więc Ci chłopcy przybiegli i pociągnęli mnie za lagi ufff jak dobrze! nabrałam rozpędu i jechałam jechałam aż wjechałam na sam szczyt!!! oczywiście z moim wspaniałym okrzykiem: JEJEJEJE!! po drodze jeszcze kilka innych zablokowanych podjazdów z luźnymi kamerdolcami i połamanymi gałęziami, korzeniami i innymi badylami!!! Oczywiście utknęłam!!! rety ! przede mnę półka a ja nie mam z czego się napędzić!!! rozbujałam moto przód tył, przód tył, i tak kilka razy aż udało mi się wskoczyć na górę, przejechałam kilka metrów i znowu gleba!! No już nie mam siły serio a nawet do pierwszego PKC jeszcze nie dotarłam :/ !! no dobra pozbierałam się, znowu zaczęłam bujać moto żeby się wygramolić z kamieni i jest udało się !! moto nabrał rozpędu i tak już spokojnym tempem dojechałam do pierwszego PKC! Na szczęście czasy nie były ciasno spięte i zdążyłam dojechać o swoim czasie :) jupi jej.
Ok karta podbita jadę dalej, znowu podjazdy, zjazdy, zjazdy i zjazdy i zrzut w dół z asfaltu do lasu!! extra ten element pomimo tego, że jestem cykorem to bardzo bardzo to lubię :P i tak dojechałam do próby enduro gdzie był drugi PKC. Znów karta podbita i jadę na start do próby, zielone światełko i cisnę!! i przyznam że naprawdę pierwsza próba to coś wspaniałego, bez upadku, bez spinki, kurcze ale fajnie się jechało!! Na próbie był jeden podjazd zwany extrem a obok objazd - oczywiście stwierdziłam że a co mi tam spróbuję i spróbowałam!!! kurde wjechałam bez problemów na górę, ale była wielka moja radość!! i  nie tylko moja bo akurat na tym podjeździe stali Fly i Przemek Junior i rozmawiali z Czechem o jadących dziewczynach i stwierdzili że tego nie będę jechać a ja siup siup i byłam na górze :D jejejeje i tak podjarana tym podjazdem pojechałam na kolejny i też wjechałam do końca wyprzedzając moją rywalkę :D extra uczucie tak wjeżdżać wszystko bezbłędnie! Po próbie enduro czas na kolejną część dojazdówki kończącej pierwsze kółko i tam kilka podjazdów, zjazdów i już było się na mecie :) uf uf jak dobrze.
Drugie kółko wyglądało podobnie choć dla mnie było mega hardcorowe bo przewracałam się co chwilę i na dojazdówce i na próbie enduro, nie udało mi się wjechać na podjazd extrem więc po upadku pojechałam na objazd!! to był mega koszmar i chciałam zjechać do bazy i już nie jechać ale w głowie cały czas powtarzałam sobie: jedź spokojnie najwyżej złapiesz spóźnienie a to nic takiego przecież! I tak dojechałam o dziwo bez spóźnień do mety kolejnego okrążenia! Byłam mega szczęśliwa że mam przed sobą tylko jedno kółko więc nie mogę się poddać!
Ruszyłam dzielnie na 3 kółko z nastawieniem aby przejechać kamienisty długaśny podjazd i końcowy podjazd na próbie enduro i tylko to siedziało w mojej głowie czy dam radę!! Na szczęście na trasie było co raz mniej rajdersów więc podjazdy nie były tak po blokowane i jechało się bardzo płynnie choć akurat na tym kamienistym podjeździe złapał mnie skurcz w udach i w ramionach, i to w połowie podjazdu, rety już zaczęłam krzyczeć do siebie: trzymaj się kiery nie puszczaj, ból był okropny ale udało się wyjechać na górę ! uff co za ulga! nie obyło się też bez przygód na próbie enduro! Oczywiście zajarana tym że te trzecie kółko nawet nie tak źle mi wyszło po raz trzeci zaatakowałam podjazd extrem :D haha i tu właśnie mam fajne foty jak wskakuje jak małpa na drzewo hihi, musiałam złapać się drzewa bo jak spadłabym w dół to szybko bym nie weszła hahaha tak więc moje zajaranie trwało tylko chwilę :D , na szczęście ostatni podjazd wjechałam prawie cały do końca, dobrze że Fly stał i mi pomógł, pociągnął za lagi i jak moto nabrało rozpędu wczłapałam się na górę i ukończyłam próbę enduro. Szczęśliwie dojechałam do mety, zdałam kartę i myślałam że pobeczę się ze szczęścia że ukończyłam zawody!!!. Na mecie czekali organizatorzy i przekazali mi niezłego newsa: PATRYCJE TYLKO TY Z ŻEN SKONCZYLA ZAVODY!!!! haha japitole !!! nie wierzę !!! cieszę się bardzo bo lekko nie było! i dalej nie dowierzam że ukończyłam ten rajd i na dodatek bez spóźnień!

fotki:
1. widle1 tutaj 
2. bezinka tutaj
3. abigail tutaj
4. karloskalina tutaj
5. kotarenduroteam tutaj
6. lucy915 tutaj


środa, 8 czerwca 2016

Już za tydzień moje ulubione enduro - Frydlant 18.06.2016


Już się nie mogę doczekać, choć to tylko jeden dzień to właśnie od tych zawodów zaczęła się cała moja przygoda enduro !!!! ech uwielbiam to miejsce !!!!

Dla zainteresowanych do pobrania regulamin *TUTAJ*

Tym razem trzeba się dobrze przygotować i zaopatrzyć w klakson!




wtorek, 26 kwietnia 2016

Drapak Rodeo Extreme 2016

Wrażenia Maćka: Drapak Rodeo zaliczony przeze mnie tylko w połowie. W Niedzielę odpuściłem, ale i tak było fajnie. Polecam zawody w PetrykoVicach wszystkim nie wyżytym endurowcom i nie koniecznie tylko tym z dużym doświadczeniem, CHOCIAŻ POCZĄTKUJĄCYM NIE POLECAM!!! i nie koniecznie z trzysetką 2t między nogami. Startowałem na setce GAS GAS i jechało się cudownie. Wjechałem wszędzie gdzie organizator sobie wymyślił a piątkowy prolog po łąkach był świetną próbą szybkościową. Na Sobotniej trasie było wszystko co powinno się znaleźć. Brakowało tylko przeprawy na linach nad jakąś rwącą rzeką. Pewnie w przyszłym roku organizatorzy wprowadzą taki element. Sama formuła zawodów dość prosta jedziesz okrążenie około 50 km i zaliczasz check point, na pokonanie całego koła jest limit czasowy a nie zaliczenie któregoś check pointu skutkowało punktami karnymi. Mi takie punkty przyznano choć w moim odczuciu zaliczyłem wszystkie PKP. Ogólnie fajna organizacja z małym minusem za brak numerów startowych dla zawodników którzy zapisywali się na końcu. Ja i Patka właśnie numerów nie dostaliśmy a te mojej produkcji zrobione z taśmy klejącej nie przypadły do gustu sędziemu który chciał zdjąć Patkę z trasy Prologu pod zarzutem dzikiego jeżdżenia po trasie. Patka przez ten incydent straciła sporo czasu i wynik z Prologu nie był powalający a miało to wpływ na kolejność startu w Sobotę i Niedzielę do głównego wyścigu. Wiadomo im później startujesz tym więcej zawodników musisz wyprzedzać, tym większe kolejki na trasie i mniej czasu na pokonanie trasy rajdu. W Drapaku startowaliśmy pierwszy raz, ale wiedzieliśmy czego się spodziewać. Nasze oczekiwania co do stopnia trudność potwierdziły się ale mimo to jechało się super. To było prawdziwe enduro, bez nudnych przelotów po asfalcie i odcinków na których człowiek by sobie nucił jakiś kawałek dla zabicia nudy. Momentami trochę Czesi przegięli z elementami nie przejezdnymi, gdzie po prostu decydowała siła zawodnika w przerzucaniu motocykla nad zwalonym drzewem. Ale cóż  to w końcu najtrudniejszy rajd EXTREM w Czechach i nie tylko. Marzą mi się podobne rajdy organizowane w Polsce, ale to już chyba nie wrati.
Fajnie było zobaczyć tak wielu zawodników na motocyklach GAS GAS, ale prawdziwym unikatem było AJP patki. Patka jako jedyna startowała na AJP. Był to prawdziwy test możliwości tego nie typowego 4t. Trzeba przyznać że jego przydomek EXTREME jest prawdziwy. Fajnie było popatrzeć na swobodę jazdy Patki na AJP. Mimo że PR 4 było najsłabszym motorem w stawce to nie przeszkodziło to Patce na zajęcie trzeciego miejsca w klasie kobiet. Nic nie odpadło a klamki sprzęgła i hamulca mimo braku handbarów wytrzymały wielokrotne przewrotki, których było i tak nie wiele. Chyba nikt ze startujących nie dawał szans na ukończenie tych trudnych zawodów motocyklowi AJP. Tu w końcu  króluje klasa trzysta 2t, a motocykle 20 konne  według większości startujących to nie porozumienie. AJP ze swoim chłodzonym powietrzem silnikiem i sprzęgłem o średnicy spodka od filiżanki kawy raczej był skazywany na rychłą śmierć w czeluściach Drapakowej trasy. A tu proszę jaka niespodzianka, mały ale wariat!!! Inna sprawa że dobry zawodnik na wszystkim pojedzie. Tak całkiem serio to naprawdę fajna maszynka do trudnego terenu. Ma idealnie dobraną moc tak żeby efektywnie pokonywać trudne elementy trasy a jednocześnie nie męczyć jeźdźca. Zawieszenie i geometria ramy też ułatwiają prowadzenie. Patka wykorzystała te walory w 100 %  i zajęła świetne miejsce, tym bardziej że startowała tu po raz pierwszy. 


Moje przeżycia z Drapak Rodeo Extreme 2016 (PATKA):
Rety nie wiem od czego zacząć! Taki mam mętlik w głowie że aż nie pamiętam jak było :P
Może zacznę od zapisów. Jak to zwykle my praca i praca i przyjechaliśmy w Piątek późno i ledwo zdążyliśmy się zapisać. Jako że byliśmy prawie ostatni to zabrakło dla nas numerów startowych :/ o fuck i co teraz! No dobra mamy wykleić sami nadany nam numer. Ok szara taśma działa cuda i tak powstał numer na prolog :D

Prolog był w Piątek i miał około 13 km. Jako że zapisaliśmy się ostatni to startowaliśmy ostatni w stawce!! No ale co próbować trzeba. Przyszła godzina startu, flago-koszulka w górę i ogień - jadę!!! Oczywiście po 300 metrach zbetonowało mi ręce a w głowie od razu myśli: "co ja tu robię"!?! Pogadałam sama ze sobą, że spokojnie to tylko 13 km więc jedź! I tak sobie jadę, jadę nawet cisnę gdzie nie gdzie (bo wynik z prologu decydował o starcie w kolejnych dniach) a tu nagle sędzia wyskakuje mi na przeciw i zatrzymuje mnie wykrzykując że mam zjechać z trasy bo tu są zawody, że co ja robię itd. No to ja ładnie że ja startuje i że brakło numerów i kazali samemu wykleić i że jeszcze kilka osób za mną ma taki numer!!! Sędzia pokręcił głową ale po chwili puścił. No i jak tu wykręcić dobry czas! po chwili ze stresu jaki mnie spotkał :D nie zrobiłam podjazdu i na samej górze położyłam moto. Dobrze że był sędzia to pomógł wstać i doczłapać się na górę! Prolog zakończyłam na 217 pozycji (jakoś tak) nie najlepiej ale ważne że zaliczony :) aaaa zapomniałabym opisać o jednym elemencie na prologu :D pokonałam go jak profesjonalista hahaha, no dobra to żart. Do pokonania był zeskok z belki w dół, lub zejście z belki przy asekuracji sędziego. Jako że jestem największym cykorem, to na zeskok się nie zdecydowałam a że nie rozumiem czeskiego to nie dogadałam się z sędzią a on coś mówił o sprzęgle (pewnie że mam trzymać rękę na sprzęgle) a ja zrozumiałam że mam puścić sprzęgło :D więc tak zrobiłam, cholera co za wstyd :P motor wystrzelił ładnie do przodu, ładnie wylądował na dwa koła i przechylił się na bok, ja zeskoczyłam za motorem, podniosłam sprawdziłam czy mam całe klamki i jechaliśmy dalej! rety co za wstyd, nikt tak nie zrobił tylko ja! serio wstyd mi za to :/

Dzień 1  
W sumie to cieszyłam się na samą myśl że mam jeździć po górach ponieważ na co dzień nie mam takich możliwości, więc z jednej strony byłam mega podekscytowana a z drugiej zestresowana czy sobie poradzę!
Znów machnięcie koszulko/flagą i jazda. Do pokonania było 14 check pointów. Nie pamiętam każdego po kolei tylko niektóre momenty utkwiły mi w pamięci!! Masakra, masakra ja taki cykor z lękiem wysokości na takich zawodach!!! Moje oczy w niektórych momentach robiły się takie wielkie z  przerażenia że aż wyłaziły same z kasku :P - To co dla innych było super przyjemne i twierdzą że to nic takiego taki rajd to dla mnie ogromne wyzwanie! zmęczenie fizyczne i psychiczne np. że zginę bo spadnę w przepaść albo spadnę do jeziora, motor mnie przygniecie i się utopię! No dobra ale do rzeczy, póki jeszcze pamiętam po czym jechałam. Np. właśnie zjazd do jeziorka, nie był mega stromy i długi ale trzeba było od razu skręcić bo jak nie to pływasz w jeziorze i tu oczywiście moja głowa zaczęła wymyślać przeróżne dziwaczne sytuacje! W stylu panikarza zjechałam, tzn zsunęłam się na dół! uff co za szczęście :D no ale zaraz po zsunięciu zobaczyłam podjazd! myślę cholera nie wjadę! i oczywiście już rozglądam się za drogą powrotną a tu niestety albo na górę albo czekasz tam do końca dnia! Na górze podjazd zablokowany przez leżące motory! Sędzia krzyczał poczkaj poczkaj, czy jakoś tak więc skumałam że mam czekać, potem wykrzyczał: jedna i gaz! Ja mu krzyczę że nie jedna bo nie wjadę! muszę dwa! (czyli że z drugiego biegu). Ok pierwsza próba nieudana, serce mi wali jak głupie ale nie poddaje się i próbuję jeszcze raz. Dwója ogień i jadę i tak pyr pyr omijam leżących zawodników, dalej pyr pyr zaczynam się jarać coraz mocniej, pyr pyr i już jestem na górze z wielkim babskim okrzykiem radości! jejejejeje!! myślę czadowo!! w sumie cały kamieniołom był męczący, podjazd zjazd, zeskok itd, nie wiem jak moje ręce to wytrzymały ale jechałam te elementy nawet szybko.
Następne co pamiętam to kaniony z kamieniami, głazami i półkami na około hmm nie chce skłamać ale jak stałam to niektóre sięgały mi cycków a inne były na wysokości moich oczu. Te z wielkimi głazami były chyba ostatnie, jak dojechałam do pierwszej półki to myślałam że pomyliłam trasę i trochę szczena mi opadła!! oczywiście mój system obronny od razu myśli jadę z powrotem! obracam się a tu kurde już tylu zawodników za mną że nie ma jak wrócić. Sędziowie pokazali że lewą stroną można jechać, więc ja znowu dwója i atak na półkę! nie wiem jak to zrobiłam, chyba zamknęłam oczy haha nie pamiętam ale wiem że tak się zajarałam tym że wjechałam tam i się nie wywróciłam że atakowałam następną i kolejną i tak fajnie mi szło że japierniczę jaram się do dzisiaj!!!! inne kanionki były chyba bardziej męczące, jedne to były zjazd a inne prowadziły pod górę. Oczywiście że pomagali mi sędziowie, potrzebowałam pomocy żeby ktoś pociągnął mnie trochę za lagę bo koło się ślizgało ale sędziowie nie chcieli pomagać!! Jedynym sposobem jaki ich skusił do pomocy to machanie moim warkoczem i okrzyki: POMOC jestem ŻENA (po czesku dziewczyna) hahah i tak gdzie było mi ciężko to warkocz szedł w ruch z okrzykiem Żena :D 
Pół trasy pierwszego dnia jechałam z powiedzmy brakiem tylnego hamulca! nie urwałam ale wgniotłam go do środka i żeby hamować trzeba było mocno wyginać nogę co poczułam na przedostatnich check pointach bo już łapał mnie skurcz w nodze! Rety jak dojechałam do ostatniego 14 check pointa to myślałam że zwariuję ze szczęści!!! i tylko w głowie powtarzałam że to już koniec, jedź ostrożnie i nie rób nic głupiego!! i tak dojechałam do mety, oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wydała z siebie okrzyku jejejeje!!!

Dzień 2
Zaczęło się od wątpliwość czy w ogóle startować bo pół nocy padał deszcz ze śniegiem! ja nie miałam siły, wszystko mnie bolało (boli do dzisiaj). Stanęłam na starcie, czekałam na swoją kolej i cały czas biłam się z myślami jechać nie jechać! Dogadałam się z Ulą (Ula to młodziutka dzikuska z gór, której nie straszne górskie szlaki) że jedziemy razem i będziemy się wspierać! W końcu wystartowałam i już po kilkuset metrach zaczęła się rzeźnia na podjeździe z oponami i belkę. Jako że startowałyśmy ostatnie to dojeżdżałyśmy do zakorkowanych trudnych elementów i nie było płynności jazdy a na tak śliskim błocie ciężko było na nowo ruszyć, nie mówiąc o pokonaniu podjazdu z korzeniami czy opon. Po przebrnięciu pierwszych kilometrów trasa w lesie była mniej błotnista i jechało się trochę lepiej. Niestety w połowie trasy na jednym z podjazdów prawie straciłam oko! wiem wiem bez gogli się nie jeździ ! ale chwilę wcześniej spadłam ze ścieżki i męczyłam się z przestawieniem motoru i gogle mi tak zaparowały że nic przez nie nie widziałam! Ulka gdzieś też utknęła więc krzyczę że dawaj tu bokiem, już była tam ścieżka więc wjechałyśmy na nią! Ulka przed samą górą zaczęła się ślizgać na korzeniu i nie mogła wskoczyć do góry. Na szczęście był tam jakiś Pan i pociągnął ją za lagę i siup Ulka była już na górze! Ja pojechałam tą samą ścieżką i Pan już stał i czekał na mnie! ja moim 20 konnym czteropakiem robię trochę wolniej podjazd i jakoś tam się gramoliłam pod górę i wszystko byłoby ok, tyle tylko że ten Pan pomyślał że zaraz utknę w miejscu więc pociągnął mnie za lagę, a że mój moto nie utknął tylko cały czas jechał to to pociągniecie za lagę spowodowało że wystrzeliłam jak z procy!! nie przewróciłam się bo wjechałam na górę ale wjechałam prosto w jakieś drzewo i niestety gałęzie, tzn jedna wlazła mi prosto w oko!!! wystraszyłam się okropnie bo z oka zaczęło lać się jak z kranu!!! a ja nic nie widziałam! zaczęło boleć to zaczęłam jęczeć i wtedy podjechał zawodnik i popatrzył na moje oko! zrozumiałam tylko tyle że krwi nie mia, że jest czerwone i że zaprowadzi mnie do doktora. Ulka czekała na mnie trochę dalej wiec jakoś podjechałam i mówię: Ula popatrz mi do oka i zobacz czy coś tam mam. A Ulka do mnie: "Masz przecięte oko" . Fuck!!! Fuck jak to przecięte myślę, i pytam serio!!! ale w sumie nie było nic widać bo cały czas wylewało mi się z oka i nie mogłam go mocniej otworzyć! Pojechałyśmy za czeskim rajdersem do następnego check pointu do karetki. Tam przemyli mi oko kilka razy i kazali wracać do bazy. Kurde dalej nie jadę bo nie widzę nic, tzn rozmyte kolory a jak już coś dojrzę to widzę podwójnie! Przy tym chceck poincie był Gas Gas-owy kolega z Wałbrzycha więc powiedział ze pojedzie z nami. Ok jakoś tam się jechało, ale nie umiałam wybierać ścieżki. W goglach nic nie widać bo zalewa je moje łzawiące oko, bez gogli już się boję. Zaliczałam przewrotki bo wydawało mi się że jadę dobra ścieżką, że omijam to co chcę ominąć a trafiałam w co innego, ech to nie była jazda! cały czas niepotrzebnie, panicznie trzymałam palce na sprzęgle i takim sposobem na jakiś czas mój moto stracił sprzęgło!! cholera co za pierdoła ze mnie!! Ulka, dzielna mała rozbrykana sarenka dalej pojechała już sama a ja zostałam w lesie. Na szczęście dobrych ludzi dookoła jest dużo więc 3 czeskich rajdersów wyciągnęli AJP-ka z lasu i zaprowadzili mnie do mety. Okazało się że dziewczyny nie przejechały wszystkich check pointów w Niedzielę (chyba tylko jedna) więc nie byłam na straconej pozycji a to że w Sobotę przejechałam wszystkie punkty, a w Niedzielę pół dało mi w sumie 3 miejsce w zawodach! jejejeje
I to nie lans że mam fotki w okularach :) po prostu oko mi łzawiło jak było za jasno i Pan dr kazał nosić bryle :P Oczywiście dzień zakończyłam na pogotowiu ale na szczęście jest ok! 
Podsumowanie: Bez patrzałek już nie będę jeździć!


Na koniec bardzo dziękuję za wsparcie firmie: MOTUL i MAXXIS obydwa produkty dały radę i dzielnie wspomagały mojego AJP.
Maxxis okazał się bardzo fajna oponą na tak trudne warunki, startowałam na oponach FIM enduro i innych sobie nie wyobrażam na taką trasę.
Motul 20W-50 świetnie chłodził mój powietrzny silnik a sprzęgło o które się najbardziej bałam wytrzymało bez problemu cały rajd.

AJP tak jak już wspominałam dla mnie to strzał w dziesiątkę tylko moje ręce trochę są za słabe do czterosuwa ale dzięki fajnej mocy nie urwało mi ich :D
Pozdrawiam wszystkich zawodników z PL, którzy startowali w Drapak Rodeo. Fajnie było was wszystkich tam spotkać i pogadać z wami.

Łukasz, Tomek i PrzemoP - chłopaki dziękuję za pomoc przy pierwszym kanonku, bez was tak szybko bym go nie przejechała !! 

Linki na fotki:
wr450 
drapakrodeo
motohelen
wilde1 cz1
wilde1 cz2
lucy915
alenkavesela