Google Website Translator Gadget

czwartek, 1 września 2016

CROSS COUNTRY WINÓW 25.09.2016

 
Po raz kolejny z Stowarzyszenie "10 Sudecka" organizujemy dla was imprezę o charakterze Cross Country.
Wszystkich, którzy chcieliby zasmakować rywalizacji, zapraszamy 25 września 2016 na poligon WINÓW.
Przygotujemy dla Was ciekawą trasę, którą w czasie 2 godzin będziecie musieli pokonać w jak największej liczbie okrążeń.
Będzie to piąta eliminacja cyklu Pucharu Śląska i Opolszczyzny! Przybywajcie zdobywać punkty do całorocznej klasyfikacji!

Podział na klasy będzie wyglądał następująco:
do 17 lat (JUNIOR)
od 18 do 29 lat (SENIOR 1)
od 30 do 44 lat (SENIOR 2)
od 45 + (WETERAN)
osobna klasa LICENCJA (zawodnicy z Mistrzostw Polski)
osobna klasa KOBIET

! UWAGA !
W eliminacjach Pucharu Śląska i Opolszczyzny organizowanych na Winowie nie będzie w tym roku klasy ATV.

!!! Przypominamy, że teren na którym będzie odbywała się impreza jest terenem wojskowym, na który jest zakaz wstępu poza terminem oficjalnie zatwierdzonym przez wojsko (dzień zawodów) !!!

Regulamin i dalsze informacje wkrótce!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Mistrzostwa i Puchar Czech enduro Liblin 13-14.08.2016

Takie zawody to ja rozumiem. Co prawda nie miałem przyjemności wystartować, ale w charakterze widza i pomocnika wziąłem w nich udział. Czeski Liblin przywitał nas piękną pogodą dla endurowców, całe szczęście że nie padało bo do mety dojechało by jeszcze mniej zawodników. Tutejsza dojazdówka była prawdziwą nowością dla naszych znajomych z Moto Przygody, bo w Polsce wszystko rozgrywa się na próbach a tutaj dojazdówka weryfikuje umiejętności zawodników. Po pierwszym dniu nasi zawodnicy tj. Patrycja Komko, Michał Bednarz , Michał Kampa i Jacek Wąs śmiali się że próby były odpoczynkiem pomiędzy trudami trasy. A była ona prawdziwym wyzwaniem dla startujących. 
Nie widziałem całej trasy ale wystarczył mi jeden z podjazdów na którym miałem przyjemność wciągać nie tylko naszych ale również całą stawkę Mistrzostw Czech. Tylko nie liczni dysponujący odpowiednim zapasem sił i nie zwykłymi umiejętnościami radzili sobie samodzielnie na tym kamienistym ciągnącym się na kilkaset metrów podjeździe wyglądającym jak droga z piekła. Pętla liczyła 70 km i w zależności od klasy pokonywało się ją 2 i 3 razy. W trasę wpisane były trzy próby szybkości a ich nazewnictwo tak naprawdę nie miało znaczenia bo wszystkie były esencją prawdziwego enduro. Nasi zawodnicy poradzili sobie bardzo dobrze, może nie zajęli wysokich pozycji ale sam fakt ukończenia takiego rajdu i siła determinacji jaką musieli się wykazać stając na linii startu drugiego dnia świadczy o ich profesjonalizmie. Michał Bednarz i Michał Kampa wystartowali w klasie e1 Mistrzostw Czech i mieli do pokonania najtrudniejszy wariant trasy. Jacek Wąs i Nasza dzielna Patka startowali w Pucharze Czech i mimo że trasę mieli ciut łatwiejszą( trzy łatwiejsze podjazdy), to i tak zostawili tam masę zdrowia. Chłopacy  po pierwszym dniu mieli nie tęgie miny. Byli bliscy rezygnacji, zresztą to uczucie nie opuszczało naszych zawodników przez cały pierwszy dzień. Niedziela była już trochę łatwiejsza chociaż ciężko było wsiąść na motor po sobotnich torturach.
Wszyscy sprawili się na medal i zaliczyli kolejny poziom w swoich endurowych zmaganiach. Po raz kolejny nasza Patka udowodniła że ma wielki talent i to coś co powoduje że daje radę nawet w najtrudniejszych warunkach. Pierwszy dzień ukończyła na trzecim miejscu. W Niedzielę jechała już dużo płynniej a po pierwszym okrążeniu nie miała spóźnienia. Niestety w połowie rajdu zawiódł tylny hamulec w jej super dzielnym AJP i niedzielnych zawodów nie udało się ukończyć. Takie jest enduro że człowiek i motor muszą dotrwać do końca. Miło było poznać chłopaków z Moto Przygody którzy spróbowali swoich sił w Czeskim enduro i muszę przyznać że wyszło im to superancko. Wielkie gratki dla wszystkich zawodników Pandy za determinacje i   twardą postawę do końca.

Fotki:
vervaracing - tutaj
kavec - tutaj
jjenda - tutaj
hagrid0 - tutaj
cardaha - tutaj

Filmik:
Paja vervaracing - film 1 
Paja vervaracing - film 2


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Mistrzostwa i Puchar Czech endurosprint Vysoká Pec 25.-26.6.2016

Kolejna eliminacja Czeskiego enduro za nami. Tym razem musieliśmy wybrać się aż pod granicę z Niemcami do miejscowości Vysoká Pec. Okolica przepiękna mimo przemysłowego charakteru piękny górzysty krajobraz. Zawody w Vysokiej miały charakter enduro sprintu i polegały na wielokrotnym pokonywaniu dwóch prób enduro i cross zlokalizowanych na terenie enklawy składowiska odpadów fabrycznych. 
To bardzo ciekawy pomysł wykorzystania terenów niezdatnych do innych celów (budowlanych czy rekreacyjnych). 
Próba enduro bardzo pokręcona, część na łąkach i w dzikim lesie, druga część to krótsze i dłuższe zjazdy, i podjazdy połączone ciasnymi nawrotami z ciekawymi odcinkami gdzie można było też pofruwać! Próba cross to po prostu profesjonalny, pełnowymiarowy tor MX. 
Jeśli chodzi o próbę enduro to Czesi nas nie zaskoczyli, bardzo fajnie ułożona, wymagała dużej koncentracji i sporych umiejętności technicznych aby przejechać ją w dobrym czasie. Próba MX to z kolei duża nowość w Czeskich zawodach bo zazwyczaj zlokalizowana na łąkach, polanach tutaj przebiegała po prawdziwym torze MX. Trochę nas to zaskoczyło i jednocześnie przeraziło. Na co dzień nie mamy styczności z takimi torami, jazda tutaj wymagała umiejętności dobierania odpowiedniej prędkości przy najazdach na przeszkody bo można było albo przesadzić albo nie dolecieć. Zazwyczaj górę brał rozsądek i przed bardziej skomplikowanymi skokami lepiej było wytracić prędkość i przejechać hopę na mniejszym gazie. To co na początku wydawało się straszne czyli wymiary toru po kilku przejazdach stało się nową podjarką i teraz już wiem, że tor MX też może być super wyzwaniem.
Ogólnie zawody bardzo udane, w Sobotę okrutny upał odbierał siły, na szczęście z powodu załamania pogody organizator odwołał ostatnie okrążenie. W Niedzielę po całonocnych obfitych opadach deszczu, trasa przekształciła się nie do poznania. Pierwsze okrążenie szczególnie próba enduro była prawie nie przejezdna! Bardzo wielu zawodników w tym ja, po pierwszym okrążeniu wycofało się. Na szczęście dla tych którzy zacisnęli zęby i pojechali dalej, trasa z okrążenia na okrążenie robiła się co raz suchsza. 
Jak zwykle uwiodła nas super rodzinna atmosfera w padoku zawodów a biwak na łące przypominał nam prawdziwe wakacje!
Jeśli chodzi o mój start to w Sobotę zająłem jedenaste miejsce na dwunastu startujących w klasie E1 Pucharu Czech. Wynik może nie powalający z nóg ale mam świadomość że stawka zawodników w Pucharze Czech jest bardzo wysoka a moje czasy z próby MX były dość słabe. 
W Niedzielę lawina błota na tyle skutecznie odebrała mi siły że postanowiłem spędzić ten dzień typowo rekreacyjnie w charakterze kibica. Chyba wymiękam!!!

Patka:
Szok! szok! po prostu szok! zawodnicy z Mistrzostw Czech ze względu na to że mają start w następnej turze biegają po trasie, dopingują swoich słabszych kolegów i koleżanki z Pucharu Czech, jak trzeba to pomagają dobrym słowem lub siłą mięśni, wiążą zerwane taśmy i ogólnie są zainteresowani rywalizacją słabszych od siebie zawodników i to jest bardzo bardzo miłe z ich strony.
Pierwszy dzień to wielki stres! ręce mi zbetonowało chyba już na sam widok toru MX. Kurcze nigdy w życiu nie widziałam takiego toru (chyba że w TV na eurosport) a tu nie dość że sam widok dusi mnie w gardle to jeszcze ja i moje Ej Dżej Pi mają się po nim ścigać! a jak tu się ścigać jak nigdy w życiu nie latałam w powietrzu wyżej nić na 2 metry! Najbardziej przerażały mnie dwu zęby przy zeskokach i na podjazdach! Albo je skakać na pełnym gazie albo wyhamować do zera i się zsuwać. A wiadomo, że rywalki trenowały na tym torze i znają już dobrze jego uroki. Na szczęście pierwszy przejazd po torze nie mierzony i jak zwykle okazało się że to co straszne na oko nie zawsze takie samo w realu! Jakoś mi poszło i nawet się nie połamałam!! z kółka na kółko czułam się co raz swobodniej a skoki na podjazdach zaliczałam co raz dalsze. Ale żeby nie było tak różowo to organizator wyjechał trasą MX trochę po za tor i włączył w nią diabelski podjazd z innej bajki: wąski, kamienisty zakończony ogromną dziurą do której się albo wpadało albo wąską ścieżką przedzierało obok niej! No i oczywiście na pierwszej próbie wpadłam do dziury :D , oczywiście chłopacy z Mistrzostw krzyczeli do prawa do prawa ale nie skumałam i pojechałam do lewa :D ale na kolejnych kółkach już wiedziałam że mam do prawa.
Drugiego dnia po opadach deszczu podjazd ten wyłączono z trasy bo nawet najlepsi zawodnicy mieli z nim problem (a kto go przetaśmował? ha ha chłopacy z Mistrzostw :) )
Po pierwszym dniu było takie urwanie chmury że od godz. 15 nie dało się wyjść z pod namiotu (jak przegram fotki od Dominiki to wrzucę ulewę). Biedne hobbiki pojechały do domu bo organizator musiał odwołać ich bieg! I co ciekawe nikt nie protestował. Organizator nie był pewny czy w Niedzielę wyjedziemy na trasę zawodów dlatego Maciek zaproponował wycieczkę do ZOO do Pragi. Od tego momentu jakoś przestało mi się chcieć jechać w Niedzielę. Cały wieczór aż do 5 rano lało i lało więc cieszyłam się że jedziemy do ZOO :) . Niestety rano wyszło słonko i trzeba było wskoczyć w ciuszki motorowe! co oczywiście uwielbiam ale nie na takiej ślizgawicy!! bo jeszcze słabo mi to wychodzi!!
Ze względu na to że na obu próbach lała się woda ciurkiem to obie próby przy pierwszym przejeździe nie były mierzone. Jakoś przebrnęłam przez błotną próbę enduro dopingowana przez kolegów z Mistrzostw, którzy pokazywali dobre ścieżki, miałam też wsparcie w Maćku i Dominice, którzy już czekali na najtrudniejszym błotnym podjeździe, ale przyznam że chciałam po tym próbnym kółku zrezygnować z dalszej jazdy!  Próba MX wyglądała jak extremalny spływ kajakowy i popłynęłam haha. Okazało się znowu, że nie było tak źle i na śliskim AJP robi super robotę za mnie. Z kółka na kółko trasa przysychała i było coraz łatwiej. Wszystkie dziewczyny dojechały w komplecie do mety. 
W obu dniach udało mi się wywalczyć drugie miejsce i utrzymać drugą pozycję w klasyfikacji całorocznej.

Niestety do ZOO nie pojechaliśmy bo już było zbyt późno :/









niedziela, 19 czerwca 2016

Frydlancka przygoda Enduro - BESKYDSKÝ POHÁR 2016


Po raz czwarty wystartowaliśmy w jednych z najciekawszych zawodów enduro w Czechach. Frydlant przywitał nas tradycyjnie piękną pogodą, nie za zimno nie za ciepło i na szczęście bez deszczu. Trasa zawodów o PUCHAR BESKIDÓW jest i bez deszczu wystarczająco wymagająca. Ponad czterdziesto kilometrową pętle  trzeba było pokonać trzy krotnie a łącznie było do pokonania sześć prób szybkości terenowej. Organizator na przejechanie całych zawodów wyznaczył limit sześciu godzin. Tak więc czekało nas sześć godzin prawdziwego enduro. Takich rajdów w Polsce już niema, stwierdzam to z wielkim smutkiem ale takie są fakty. O prawdziwej jakości tych zawodów niech świadczy frekwencja , ponad dwustu startujących robi wrażenie. Mimo sprzyjającej pogody wielu z zawodników nie dojechało do mety. W porównaniu do ubiegłych lat zmieniono konfiguracje trasy, jednak najciekawsze odcinki pozostały.
Próba enduro nie zmiennie długa i bardzo wymagająca technicznie i fizycznie. Po raz pierwszy udało mi się ją przejechać płynnie i w dobrym tempie. Próba crossowa tym razem została zlokalizowana na innej łące i była wytyczona z większym rozmachem. Super się jechało szerokie zakręty wytyczone na trawersach. Łatwo było przestrzelić zakręty po szybkich zjazdach, opóźnianie hamowania do ostatniej chwili nie zawsze kończyło się płynnym wyjściem z zakrętu. Dojazdówka bardzo ciekawa, trudne odcinki z kamienistymi podjazdami przeplatane były łatwiejszymi odcinkami na których można było trochę odpocząć. Masa zjazdów po korzeniach i kamieniach mocno obciążała ręce. W trasę dojazdową wpisane były trzy punkty pomiaru czasu i jeden punkt kontroli przejazdu, czyli prawdziwe klasyczne zawody enduro! Nasze nastawienie było średnie , ostatnia kontuzja Patki i brak czasu na trening nie stawiały nas w roli faworytów, więc głównym celem było ukończenie zawodów bez nie potrzebnych przygód i bez spóźnień na PKC. Już same zapisy okazały się wyzwaniem. Prawie cztery godz. w kolejce i gryzące komary były przedsmakiem sobotniej walki na trasie rajdu. Noc przespana w busie przy niskiej temperaturze też dała się we znaki. Rano przywitało na bezchmurne niebo i odorek tojtojów obok których zaparkowaliśmy. Wywieszone czasy, szybkie przygotowania i Patka wystartowała pierwsza z naszej ekipy. Drugi poleciał Bartek Jończyk który się później spotykał z Patką na pekacach. Na koniec w klasie Weteran 40- 50 startował Przemek Popławski i po minucie ja. Fajnie było wymienić doświadczenia z Przemkiem na PKC gdzie mieliśmy zawsze parę minut zapasu. Przeregulowanie zawieszeń po pierwszym kółku w naszych motocyklach okazało się strzałem w dziesiątkę. Mimo że Przemkowi szło świetnie i jego czasy z prób lokowały go w czołówce klasy Weteran nie udało mu się ukończyć rajdu z powodu awarii motocykla. Tak to bywa w enduro, że o wyniku decydują nie tylko dyspozycja zawodnika ale również szczęście albo pech. Dobry start zaliczył Bartek Jończyk, który zajął piąte miejsce na czterdziestu startujących w klasie hobby open. Start w klasie hobby był podyktowany niską ceną czeskiej licencji, jak się okazało klasa ta poziomem zawodników wcale nie odbiegała od Pucharu Czech. Ja jestem średnio zadowolony z mojego wyniku, po raz kolejny zdałem sobie sprawę że brak systematyczności w treningu owocuje nierówną jazdą na zawodach. Dwie próby enduro poszły mi prawie wzorcowo , również pierwszą próbę crossową  mogę zaliczyć do bardzo udanych. Niestety na pierwszej próbie enduro popełniony błąd kosztował mnie trzy minutową stratę czasową co pogrzebało moje szanse na dobry wynik. Również dodatkowe dwie minuty kary które dostałem za nie zatrzymanie się na stopie na dojazdówce mi nie pomogły. Finalnie zająłem dziewiąte miejsce na siedemnastu startujących w klasie hobby Weteran 40-50.
To co dla mnie najważniejsze zostawiłem na koniec. Chodzi oczywiście o start Patki Wariatki, która niezmiennie  zaskakuje! Nie dawno jej starty stały pod znakiem zapytania z powodu kolejnej kontuzji a tu Czeski rajd i mocne rywalki, które znają tutejsze trasy od podszewki. Bałem się o Patkę, bo trasa była na prawdę wymagająca co stawiało pod znakiem zapytania w ogóle jej ukończenie. A tu co? Nie dość że Patrycja ukończyła śpiewająco, to jeszcze wygrała! Tak tak, po raz pierwszy wygrała zawody we Frydlancie. Myślę że o jej przygodach na trasie najlepiej napisze ona sama. Ja jestem prze szczęśliwy, że Patka po czterech latach startów w tych trudnych zawodach dopięła swego i udowodniła że jest jedną z najlepszych zawodniczek enduro nie tylko w Polsce!!!
Wielkie podziękowania należą się naszej ekipie wspomagającej w postaci FLAYA i Przemka juniora którzy nas dopingowali, robili fotki i jak trzeba było wyciągali z opresji.


PATKA - moje wrażenia: 
Frydlant nad Ostravicą to brzmi groźnie :D na samą myśl, że tam jedziemy dostawałam gęsiej skórki brrr... uwielbiam te zawody ale wiem, że są dla mnie jeszcze ciut za trudne żeby równym tempem i bez głupich błędów je przejechać.
Uwielbiam górskie enduro, uwielbiam Czeskie enduro ale zawsze zawsze i od zawsze mnie to stresuje, co prawda tylko w Piątek się stresuję bo w dniu startu to już jakoś nie.
Zapisy jak to zwykle u nas trwały długo i do późnej nocy albo i ranka :D haha. Przyjechaliśmy 6-osobową ekipą i najlepsze jest to że tylko ja czytałam regulamin :D i jeszcze źle przeczytałam o numerach startowych dla klasy hobby :D hihi, no kurcze mam problem z Czeskim! Pewna siebie kazałam chłopakom wykleić białe numery na czarnym tle, hi hi ale pech chciał że odwróciłam wszystko bo miały być czarne cyfry na białym tle!! Na szczęście dogadaliśmy się z organizatorem że tak może być ufff  :) haha. No ale do rzeczy, czyli start!
Ja z całej ekipy startowałam pierwsza, do pokonania 3 kółka. No dobra mój czas i jadę, na początek szutrówka, a później już typowe Czeskie elementy: wąska ścieżka miedzy drzewami, wielkie kamienie, cegłówki, korzenie i oczywiście już zaczęło betonować mi  ręce i już nie mam siły!! jejku jeszcze nawet 5 km nie zrobiłam a już czuje że się wyczerpałam! Na szczęście bez większych problemów dojechałam do pierwszej próby cross. Próba czadowa ale nie potrafiłam jej dobrze pojechać, zjazd zakręt, podjazd zakręt a wszystko to na świeżo skoszonej łące! Ślisko jak cholera! ale szczęśliwie i bez gleby dojechałam do końca. Szybkie zerknięcie na czas przejazdu i lecę dalej.
Dalej to już góry góry :) extra czadowo, na początku błoto i ślisko, potem korzenie, wąskie ścieżki z przepaścią po bokach i tu oczywiście kurcze jak to ja musiałam się wywalić :/ , stwierdziłam że poprawię sobie gogle bo coś źle mi leżą więc prawa ręka jedzie gazem a lewa poprawia gogle aż tu nagle drzewo zwalone, tzn drzewko i pełno gałęzi! chyba zaczęłam jakoś panikować i przód mi odjechał i spadł ze ścieżki! ja poleciałam do błota, rolgaz cały w błocie, koło w dole echhh aż tu nagle podjeżdża zawodnik zatrzymuje się i pędzi z pomocą, uff jak dobrze bo znając mnie to jakbym zaczęła szarpać się z motorem to pewnie spadłabym w przepaść!!! uff dobry rajder!!! no więc pojechałam dalej z całą prawą stroną uwaloną jak świnka a tu tak na dobicie kamienisty podjazd który nie wiem ile miał łącznie ale był mega dłłłłłłuuuuuuuuuggggggggiiiiii!! i tak cisnę pod górę omijam innych rajdersów a tu nagle stop! wszyscy stoją i nie ma gdzie jechać! myślę sobie kurde kurde to już koniec zaraz skończę całe zawody właśnie tutaj, już zaczynam sapać ze stresu, zaczynam się dusić w kasku!! myślę sobie: przestań, głupia jesteś, uspokój się!! i tak pogadałam ze sobą i od razu oddech się uspokoił. Trochę stresowało mnie to że stoję w takim miejscu że nie ruszę dalej, a sędziów brak!!! Fuck!!! przybiegli jacyś młodzi chłopcy i najpierw wciągnęli jedną z moich rywalek, później panów na 80ccm! Ja męczyłam się sama i tak raz gleba na lewą a raz na prawą stronę! rety !! nie miałam siły żeby kolejny raz podnieść moto!! w końcu jakiś inny kibic krzykną: tu je holka! więc Ci chłopcy przybiegli i pociągnęli mnie za lagi ufff jak dobrze! nabrałam rozpędu i jechałam jechałam aż wjechałam na sam szczyt!!! oczywiście z moim wspaniałym okrzykiem: JEJEJEJE!! po drodze jeszcze kilka innych zablokowanych podjazdów z luźnymi kamerdolcami i połamanymi gałęziami, korzeniami i innymi badylami!!! Oczywiście utknęłam!!! rety ! przede mnę półka a ja nie mam z czego się napędzić!!! rozbujałam moto przód tył, przód tył, i tak kilka razy aż udało mi się wskoczyć na górę, przejechałam kilka metrów i znowu gleba!! No już nie mam siły serio a nawet do pierwszego PKC jeszcze nie dotarłam :/ !! no dobra pozbierałam się, znowu zaczęłam bujać moto żeby się wygramolić z kamieni i jest udało się !! moto nabrał rozpędu i tak już spokojnym tempem dojechałam do pierwszego PKC! Na szczęście czasy nie były ciasno spięte i zdążyłam dojechać o swoim czasie :) jupi jej.
Ok karta podbita jadę dalej, znowu podjazdy, zjazdy, zjazdy i zjazdy i zrzut w dół z asfaltu do lasu!! extra ten element pomimo tego, że jestem cykorem to bardzo bardzo to lubię :P i tak dojechałam do próby enduro gdzie był drugi PKC. Znów karta podbita i jadę na start do próby, zielone światełko i cisnę!! i przyznam że naprawdę pierwsza próba to coś wspaniałego, bez upadku, bez spinki, kurcze ale fajnie się jechało!! Na próbie był jeden podjazd zwany extrem a obok objazd - oczywiście stwierdziłam że a co mi tam spróbuję i spróbowałam!!! kurde wjechałam bez problemów na górę, ale była wielka moja radość!! i  nie tylko moja bo akurat na tym podjeździe stali Fly i Przemek Junior i rozmawiali z Czechem o jadących dziewczynach i stwierdzili że tego nie będę jechać a ja siup siup i byłam na górze :D jejejeje i tak podjarana tym podjazdem pojechałam na kolejny i też wjechałam do końca wyprzedzając moją rywalkę :D extra uczucie tak wjeżdżać wszystko bezbłędnie! Po próbie enduro czas na kolejną część dojazdówki kończącej pierwsze kółko i tam kilka podjazdów, zjazdów i już było się na mecie :) uf uf jak dobrze.
Drugie kółko wyglądało podobnie choć dla mnie było mega hardcorowe bo przewracałam się co chwilę i na dojazdówce i na próbie enduro, nie udało mi się wjechać na podjazd extrem więc po upadku pojechałam na objazd!! to był mega koszmar i chciałam zjechać do bazy i już nie jechać ale w głowie cały czas powtarzałam sobie: jedź spokojnie najwyżej złapiesz spóźnienie a to nic takiego przecież! I tak dojechałam o dziwo bez spóźnień do mety kolejnego okrążenia! Byłam mega szczęśliwa że mam przed sobą tylko jedno kółko więc nie mogę się poddać!
Ruszyłam dzielnie na 3 kółko z nastawieniem aby przejechać kamienisty długaśny podjazd i końcowy podjazd na próbie enduro i tylko to siedziało w mojej głowie czy dam radę!! Na szczęście na trasie było co raz mniej rajdersów więc podjazdy nie były tak po blokowane i jechało się bardzo płynnie choć akurat na tym kamienistym podjeździe złapał mnie skurcz w udach i w ramionach, i to w połowie podjazdu, rety już zaczęłam krzyczeć do siebie: trzymaj się kiery nie puszczaj, ból był okropny ale udało się wyjechać na górę ! uff co za ulga! nie obyło się też bez przygód na próbie enduro! Oczywiście zajarana tym że te trzecie kółko nawet nie tak źle mi wyszło po raz trzeci zaatakowałam podjazd extrem :D haha i tu właśnie mam fajne foty jak wskakuje jak małpa na drzewo hihi, musiałam złapać się drzewa bo jak spadłabym w dół to szybko bym nie weszła hahaha tak więc moje zajaranie trwało tylko chwilę :D , na szczęście ostatni podjazd wjechałam prawie cały do końca, dobrze że Fly stał i mi pomógł, pociągnął za lagi i jak moto nabrało rozpędu wczłapałam się na górę i ukończyłam próbę enduro. Szczęśliwie dojechałam do mety, zdałam kartę i myślałam że pobeczę się ze szczęścia że ukończyłam zawody!!!. Na mecie czekali organizatorzy i przekazali mi niezłego newsa: PATRYCJE TYLKO TY Z ŻEN SKONCZYLA ZAVODY!!!! haha japitole !!! nie wierzę !!! cieszę się bardzo bo lekko nie było! i dalej nie dowierzam że ukończyłam ten rajd i na dodatek bez spóźnień!

fotki:
1. widle1 tutaj 
2. bezinka tutaj
3. abigail tutaj
4. karloskalina tutaj
5. kotarenduroteam tutaj
6. lucy915 tutaj